Po zakończeniu 1-szej wojny światowej w Europie Zachodniej nastąpił znaczny rozkwit ruchu sportowego. Ten spontaniczny ruch sportowy zrodził się i na Śląsku. Tu po roku 1921 na apel Polskiego Komitetu Plebiscytowego, który wzywał do tworzenia organizacji sportowych, powstało w Godowie Towarzystwo Gimnastyczne Sportowe „Sokół". Duży wkład w zorganizowaniu działalności sportowej na naszym terenie wnieśli emigranci powracający z zagranicy, którzy tam poznali tajemnice sportu. Niejaki Pan Widenka lub Pan Twardzik mieszkańcy Łazisk przywieźli z emigracji prawdziwą piłkę, trafiła ona i do Godowa.
Był rok 1926, w gospodzie państwa Grodoniów odbyło się spotkanie towarzyskie, na którym zrodził się pomysł utworzenia w Godowie Klubu Sportowego. We wspomnieniach o założeniu sportu w naszej miejscowości przejawiają się m.in. takie nazwiska jak Alojzy Kozieł, Józef Grodoń, Józef Student, Paweł Przybyła, Alojzy Student, Juliusz Student, Alojzy Potysz i Henryk Potysz. Spośród uczestników zebrania wybrany został zarząd powstałego klubu. Pierwszym Prezesem w historii klubu został Antoni Kozieł. W skład zarządu wybrani zostali jeszcze Józef Grodoń i Józef Student, jako kierownik drużyny.
Początki działalności nowo powstałego klubu były bardzo trudnym okresem dla jego założycieli. Brakowało podstawowego sprzętu sportowego. Zawodnicy we własnym zakresie zaopatrywali się w dresy i buty piłkarskie. Klub wspomagali zamożniejsi gospodarze zwani siedlokami.
Brak doświadczenia, trudności materialne i nieporozumienia doprowadziły do zmiany zarządu i przeniesienia działalności sportowej z gospody państwa Grodoniów do gospody państwa Szyrockich. W skład zarządu weszli: Augustyn Ochman jako prezes. Antoni Borek - sekretarz. Antoni Popek - skarbnik, Alojzy Tekieli - kierownik drużyny i Ludwik Grabiec - gospodarz klubu. Klub przyjął nazwę Klub Sportowy „Młodzież Polska" (KSMP).
Pierwsze zadanie jakie postawił sobie zarząd klubu, to szybkie przygotowanie placu (boiska) do gry. Takim pierwszym placem do gry była łąka Pana Przybyły, który odstępował swe pastwisko na czas rozgrywania meczu. W tej sytuacji należało znaleźć odpowiedniejsze miejsce do gry. Takim placem do gry było boisko przy rzece Olzie. Zakątek ten do dziś godowianie nazywają „Wierzbiną". Nazwa pochodzi od krzewów i drzew wierzb jakie tam gęsto porastają. Ten malowniczy zakątek był chętnie odwiedzany przez młodzież i starszych mieszkańców Godowa. Wierzbina była miejscem niedzielnego odpoczynku a rzeka Olza miejscem do kąpania. Gdy młoda drużyna tam zaczęła rozgrywać swe mecze mieszkańcy tłumnie ciągnęli do wierzbiny, by zagrzewać do walki swą drużynę, a po meczu odpocząć w cieniu drzew.
Upłynął kolejny dzień pięknego lata, drużyna przygotowywała się do kolejnego meczu, gdy nagle nadeszła wiadomość, że boisko, które służyło drużynie, a społeczeństwu przyniosło tyle radosnych chwil, przestało istnieć. Wezbrane wody rzeki Olzy zamieniły boisko w jedno wielkie jezioro. Dalsze rozgrywanie meczy było już niemożliwe. Z żalem musieli sportowcy opuścić piękną wierzbinę, o której wspomnienia do dziś pozostały.
Aby dalej rozgrywać mecze drużyna tymczasowo skorzystała z placu w pobliżu obecnego cmentarza i w latach 1928-1931 rozgrywała tam mecze. W roku 1931 boisko przeniesiono do nie mniej od wierzbiny malowniczego zakątka Godowa „Podgómika". Miejsce wymarzone do rozgrywania meczy. W około murawy boiska znajdowały się trzy wzniesienia, tworząc naturalną widownię. Tak wkomponowane w naturę położenie boiska dawało niezapomniane wrażenie z oglądanych meczy. Podkreślić należy to, że sami działacze i zawodnicy zbudowali tak piękny obiekt sportowy. To oni, własnoręcznie, przy pomocy łopat i furmanek udostępnionych przez życzliwych gospodarzy zbudowali to piękne boisko. Tu należą się duże słowa uznania Panu Pawłowi Przybyle za duży wkład przy budowie boiska. Przepiękny widok na płytę boiska dawały wysokie brzegi otaczające boisko. Boisko nie miało ogrodzenia, toteż skarbnik w czasie meczu zbierał wstępne na mecz, który wynosił 20 groszy.
Boisko to przetrwało do czasów powojennych II-giej wojny światowej. Ze względu na dużą odległość od centrum wsi podjęto starania o przeniesienie boiska bliżej wsi. Okazja nadarzyła się w wyniku reformy rolnej. O nowym, a zarazem obecnym boisku będzie jeszcze mowa.
Listę prezesów Klubu Sportowego „Olza" otwiera założyciel klubu, Alojzy Kozieł, po nim tą honorową funkcję pełnili:
-Józef Grodoń
-Wiktor Mandrysz
-Pan Kwasigroch
-Augustyn Ochman
W okresie powojennym:
-Emil Dylich
-Leon Surma
-Augustyn Ochman
-Alfred Ucherek
-Ludwik Grabiec
-Augustyn Ochman
-Herbert Szajtauer
-Piotr Sauer
Trudno dziś ustalić, w których latach poszczególni prezesi sprawowali swą funkcję, dlatego ograniczono się jedynie do podania kolejności.
Oprócz prezesów, którzy wzięli na swe barki ogromny ciężar odpowiedzialności za losy klubu i sportu w naszej miejscowości, byli również i inni działacze, którzy bez reszty oddali się sportu. Nie sposób wymienić tu wszystkich, ale niektórym należy poświęcić kilka zdań.
Do takich działaczy należał pan Ludwik Grabiec, który był związany z klubem od samego początku i pełnił bardzo ważną i trudną funkcję w klubie. Był gospodarzem klubu. To „gospodarstwo" klubowe prowadził z należytą starannością i poświęceniem. To jego zasługą było, że drużyna wybiegała na boisko w czystych dresach i poreperowanych butach, które własnoręcznie naprawiał. Naprawiał też piłki, dbał o utrzymanie boiska, dzięki czemu nasze boisko mogło być wzorem do naśladowania dla innych klubów. Wszystkie te czynności wykonywał po pracy, a pracował na kopalni jako górnik. Przy nadmiarze pracy panu Grabcowi przyszli z pomocą jego synowie, zwłaszcza syn Roman, który przejął po ojcu gospodarza klubu. Byłaby to niepełna charakterystyka tego zasłużonego działacza, który ponad wszystko kochał sport. Jego miłość wyrażała się tym, że nie opuścił żadnego meczu, tak na własnym boisku, jak i na wyjeździe. Na mecze wyjazdowe, co należałoby powiedzieć, chodził piechotą, a wzięło się to stąd, że nie potrafił jeździć rowerem. Trudno było znaleźć we wspomnieniach bardziej oddanego działacza jakim był Ludwik Grabiec.
W czasach kiedy klub przeżywał kryzys i do zarządu klubu nie było chętnych to on wziął na swoje barki obowiązki prezesa, to on zachęcał innych i klub i drużyna znów zaczęła odnosić dawne sukcesy. Dziś na podstawie wyjętych z historii lat trzeba przyznać że był on duszą klubu, jego postawa jest godna do naśladowania przez wszystkich którzy wybrani zostaną do reprezentowania naszego sportu. Panu Grabcowi należy zawdzięczyć też i to że potrafił przyciągać dużo młodzieży do sportu. Będąc gospodarzem klubu miał zawsze kilka piłek przygotowanych do meczu. Marzeniem każdego młodego chłopca było to, by pograć choć na chwilę prawdziwą piłką. Przychodzili po lekcjach w szkole do pana Ludwika o pożyczenie piłki. Początkowo prośba spotkała się z odmową, ale ostatecznie piłka znalazła się w rękach przyszłych zawodników. Miecz rozgrywany był zawsze według zasady -jeden koniec wsi przeciw drugiemu a wynik brzmiał zawsze 5 zmiana 10 koniec. Pan Grabiec obserwował tych przyszłych piłkarzy, krytykował ich występ, i tak każdy dokładał starań by następnym razem grać lepiej. Warto tu nadmienić że w tamtych latach grać prawdziwą piłką nie tylko było marzeniem ale zaszczytem dla młodych chłopców.
Wspomnieć tu należy o działaczu sportowym, prezesie który trzykrotnie stal na czele zarządu. Ilekroć próbowano wybrać zarząd w miarę dobrze działający to zawsze ostatnią nadzieją był pan Augustyn Ochman. Za jego prezesury nastały lepsze czasy dla drużyny. Rowery zamieniono na zorganizowane wycieczki koleją. Prezes był kolejarzem to też nie wypadało by dalsze wyjazdy na mecz odbywały się na rowerach.
Do grona zasłużonych działaczy sportowych należy zaliczyć także pana Pawła Przybyłe, który był jednym z inicjatorów założenia klubu sportowego, był jego podporą był też i zawodnikiem. Do grona tego zaliczyć należałoby jeszcze Franciszka Przybyłe, Alfreda Szyrockiego a także Juliusza Potysza który za swą działalność w 1975 roku otrzymał tytuł honorowego prezesa klubu, i wiele innych, których nie sposób tu wymienić.
Źródło: http://k171.webd.pl